|
Nie ma kryzysu koalicji, a rząd ma zaplecze w Sejmie - zapewniał rzecznik rządu Jan Dziedziczak po spotkaniu premiera Jarosława Kaczyńskiego z wicepremierami Romanem Giertychem i Andrzejem Lepperem. Minister edukacji wyszedł zadowolony: premier "pozytywnie odniósł się do wniosku o zwiększenie o 500 mln subwencji oświatowej". Z kolei klub LPR będzie głosował za kandydatem na szefa Narodowego Banku Polskiego Sławomirem Skrzypkiem. Politycy LPR zmieniają kierunek swojej polityki jak chorągiewki na wietrze, jeszcze rano Wojciech Wierzejski twierdził, że LPR ma duże zastrzeżenia, co do kwalifikacji Sławomira Skrzypka. Po pierwsze, to nie jest najlepszy kandydat pod względem przygotowania i kompetencji oraz zaufania, jakim się cieszy w środowisku akademickim ekonomistów. Po drugie, jego poglądy - dwuznaczne, niewyraźne, mdłe - na temat planu konwergencji i wejścia do strefy euro muszą zostać wyjaśnione. Po trzecie sposób wyboru pana Skrzypka - najbliższego współpracownika braci Kaczyńskich - wydaje się co najmniej arogancki. Chcielibyśmy tę sprawę dokładnie z PiS omówić - mówił Wierzejski. Teraz jednak politycy Ligi zmienili zdanie, i już popierają kandydaturę Skrzypka na szefa NBP, dlaczego? Ponieważ Giertych uzyskał to czego chciał, zapewnienie, że znajdą się pieniądze na podwyżki dla nauczycieli, a groźby były tylko kartą przetargową. Całość odbyła się na pokaz, najpierw Roman Giertych ostentacyjnie zapowiedział, iż poda się do dymisji oraz opuści koalicję, jeśli nie uzyska pieniędzy na podwyżki dla nauczycieli (właśnie wtedy media zwróciły na niego uwagę, o to chodziło), aby zaostrzyć swoją pozycję i zwrócić uwagę większej ilości mediów zagroził, że LPR nie zagłosuje na Skrzypka, pod pretekstem jego złych kwalifikacji i bliskich kontaktów z Kaczyńskimi. Teraz Roman Giertych jest już w pełni zadowolony, w blasku fleszy zdobył pieniądze dla nauczycieli, słupek poparcia dla LPR pewnie urośnie, i nic innego już się nie liczy.
Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu. |